niedziela, 11 września 2011

Giewunt...

Czyli masakra górska...kto był ten wie. W sumie wycieczka udana, bo przełamany został pech pogodowy (kilka kropel to nie deszcz!). Poza tym, przecie to wstyd nie wleźć na Giewont- najsłynniejszą górę w Polsce! mało brakowało, a by się nie udało, gdyż jak zobaczyłam kolejkę na szczyt to chciałam wracać. Raw jednak podjął męską decyzję i następną godzinę spędziliśmy w kolejce na czubek. Widok łańcuchów niesamowicie działa na ludzi, od razu im się wydaje, że szlak którym idą jest wyjątkowo niebezpieczny, a stopień trudności sięga zenitu. A co było z zejściem... z nudów wyciągnęliśmy kanapki z kotletem, bo przecież turysty toczyły walkę z przyrodą o przetrwanie, co było widokiem mrożącym krew w żyłach. Niestety jestem nieczuła na tego typu zbiorowe histerie, poza tym nie mogłam trzymać łańcucha, bo w między czasie zrobiło się zimno i ręce trzeba było grzać w kieszeni, poza tym jeszcze ta kanapka.
Raw obiecał, że już nigdy tam nie pójdziemy :)
Generalnie w ogóle nie mięliśmy mocy, ja ledwo powłóczyłam nogami, Raw przywalił w korzeń kolanem, a i tak jakimś sposobem zrobiliśmy ta trasę 2 h szybciej niż napisali. Tabliczki na szlakach kłamią! 

czwartek, 1 września 2011

górale

Miałam ostatnio do sfotografowania uroczą parkę:


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

rozstrzygnięcie konkursu "I like MAGLA!"

Nagrody już się pakują i pojadą...hm...głównie do Bielska Białej :)
A oto zwycięzcy:
Filip H.
Mateusz K.
Ola O.
Dominika N.
Ania K.
Agata K.

Wszystkim jeszcze raz dziękuję za miłą zabawę, zaangażowanie oraz polubienie sklepu MAGLA.PL !!!

piątek, 19 sierpnia 2011

zdjęcia w syfie

Ci co mięli już okazję współpracować ze mną, doskonale wiedzą, że darzę ogromną sympatią obdrapane mury i sypiące się kamienice :) Pamiętam z liceum na plenerze malarskim podeszła do mnie profesorka z tekstem- wszędzie tyle zieleni, a pani te odpadające tynki maluje...
Mam ten obraz do teraz, nawet wisi w gościnnym u rodziców :)
Dziś natomiast było już zupełnie odpadająco. Zdjęcia w jednym z moich ulubionych miejsc w Krakowie.
Z uroczą skrzypaczką Olą w roli głównej :)

czwartek, 18 sierpnia 2011

prezent

Śnięta Ryba pisze, że musimy się spotkać bo ma dla mnie prezent... hm...to co najmniej niecodzienna sprawa.
Jedziemy rowerami nad Bagry. Siadamy na kocyku i nagle Śnięta Ryba wyciąga z plecaka 2 litrową KOFOLĘ !!! - wiesz, byłem ostatnio na Słowacji...
:D

wtorek, 16 sierpnia 2011

Kościelec

Wreszcie zobaczyłam góry! :P czyli: pierwszy raz wybraliśmy się w Tatry i nie padało. Co więcej- wszystko było widać! Wokół malowniczo rozciągały się szczyty, chmury kursowały od góry do góry w ekspresowym tempie, a turyści, jak to turyści, deptali sobie po piętach, gdyż wszyscy skrzyknęli się żeby przyjechać do Zakopanego akurat w wolny poniedziałek... Jeśli ta trasa, którą wybrał Raw należała do "mniej uczęszczanych", to już sobie wyobrażam co się musiało dziać na tych "najbardziej popularnych". Ale cóż, w kupie raźniej i weselej, naturalna integracja. Kilka posłyszanych haseł, które udało mi się zapamiętać, podczas takowej integracji: "no panowie! szczytujemy!", "trasa dobra, tylko płuca przestarzałe", "- już dalej nie idę! -tak! a na fejsbuku naściemniasz, że wyszłaś!"  :)
Zdążyliśmy zejść po pięciu godzinach ciągłego wyprzedzania. Na Hali Gąsienicowej wszamaliśmy w słońcu ostatnią bułkę... (i  w tym momencie nasi znajomi, którzy deklarują, że nie będą z nami jeździć w Tatry, bo przynosimy deszcz, zaczynają się wahać). Tak, my też sobie pomyśleliśmy, że deszczowe fatum, które się za nami ciągnie, wreszcie dało sobie na wstrzymanie...

A teraz zakończenie historii...

Wyszliśmy ze schroniska Murowaniec, ostatnia godzina marszu, już po płaskim, kierunek-na busa. Po kilkunastu minutach zaczęło kropić. Stwierdziłam, że taki deszczyk to sobie może...kilka minut później nad naszymi głowami rozbestwiły się błyskawice i grzmoty. Deszczyk w sekundę zmienił się w wiadro wody, ledwo zdążyliśmy ubrać kurtki, co w moim przypadku na niewiele się zdało. Ostatnie pół h taplaliśmy się w wodzie, przemoczeni całkowicie i ze wszystkich stron...
nosz kurna....

Obserwatorzy