Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczno/filmowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczno/filmowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 maja 2010

festiwal muzyki filmowej

Po japońsku tym razem. Shigeru Umebayashi we własnej osobie i takie hity jak "Cesarzowa", "Dom latających sztyletów" (co muszę zobaczyć) czy "Hannibal" (czego nie chcę zobaczyć). Małas-Godlewska śpiewała najlepszy kawałek z latających sztyletów, oczywiście dziś cały dzień leciała w kółko ścieżka z tego filmu. Ładne ładne, z krzesła mnie nie wyrwało, ale podobało się bardzo :) Dziękowam Kulawemu Joe za wejściówki :D raz jeszcze (grunt to dobrze rozstawieni znajomi :P). No i fakt że koncert odbył się w hali ocynowni chemicznej wewnątrz Kombinatu, czyli w tajemniczym wnętrzu Huty Sendzimira, działał zdecydowanie na plus. No a teraz parę bidnych zdjęć:

sobota, 13 lutego 2010

Nine


Niestety jedna z dwóch scen które mi się podobały w tym filmie. O fabule szkoda gadać...właściwie można określić to jednym zdaniem : reżyser nie miał pomysłu na scenariusz, więc zrobił film o reżyserze który nie miał pomysłu na scenariusz. Jakieś wątki nie wiadomo skąd i po co, nic się razem nie klei. Muzyka bez kostiumów i scenografii się nie obroni, sami posłuchajcie (a to najlepszy kawałek). 
Za to  kostiumy !!! element ratujący film.
Konkretnie pani Colleen Atwood
Dwie boskie kiecki : Penelope Cruz ze sceny kiedy wysiadła z pociągu, w czerwonej garsonce (mistrzostwo świata!) i Nicole Kidman podczas przymierzania kostiumów.
No i cała plejada różnorakiej bielizny erotycznej :)
A poważnie, pani Atwood "ubrała" już z jakieś 50 filmów, z czego takie bardziej znane to np. film mojego dzieciństwa "Edward Nożycoręki" z 1990 r.(Edward Scissorhands), z 1991 r. "Milczenie owiec" (The silence of the Lambs), 1999 r. "Jeździec bez głowy" (Sleepy Hollow), 2001 r. "Planeta małp" (co akurat dnem jest), 2002 "Chicago", 2005 r. "Wyznania Gejszy"(Memories of Geisha), 2006 r. "Mission : Impossible III", 2009 r. "Wrogowie publiczni" (Public enemies).
Toteż sporo się nadostawała nagród wszelakich w tym 2 Oscary (2002-"Wyznania Gejszy", 2006-"Chicago") i 6 nominacji. Dwie nagrody BEFTA (2000-"Jeździec bez głowy", 2006-"Wyznania Gejszy"), no i jeszcze 5 nominacji. Najbardziej doceniła ją Amerykańska Gildia Kostiumologów, za aż 5 filmów : 2000- "Jeździec bez głowy", 2003-"Chicago", 2005-"Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń, 2006-"Wyznania Gejszy", 2008-"Sweeney Tood: Demoniczny golibroda z Fleet Street",plus 3 nominacje. Jakiegoś tam Saturna i Satelite też jej dali :)
Oczywiście trzeba dodać, że do tegorocznego Oskara "Nine" został również nominowany za kostiumy.
A no i było coś dla Bilego Krzaka- dużo starych samochodów !! :)

czwartek, 4 lutego 2010

Kaczmarek


Dziś  zaglądnę nieco do mojej najukochańszej muzyki filmowej
i mojego najulubieńszego kompozytora Jana A. P. Kaczmarka
jak dla mnie jest mistrzem muzyki nastrojowej (można by brzydko powiedzieć relaksacyjnej :P)
Film jest raczej podkładem do jego muzyki zamiast odwrotnie :) Absolutnie i bez dwóch zdań urzekła mnie muzyka do filmu "Marzyciel" (Finding Neverland) z 2004 roku. Jest przewspaniała ! (dostał za nią Oscara, i nominacje do Złotego Globa, BEFTA i Złotego Satelita). Oczywiście znałam ją na pamięć zanim odważyłam się zobaczyć film. Bałam się rozczarowania, że jak film będzie cienki to muzyka z niego nie będzie mnie już tak fascynować. W końcu się przemogłam i wraz z Kulawym Joe wybraliśmy się do Uciechy, bo akurat tam grali Marzyciela (z poślizgiem jedynych 5ciu lat :P) (chyba specjalnie dla mnie). Oczywiście jak przyszliśmy to w kinie nie było nikogo (ten stan się na szczęście po chwili zmienił) po za panem obsługującym, który od razu zaczął nas zagadywać. Zdziwił się chłop, jak go uświadomiłam, że przyszłam na ten film dla muzyki, nawet mnie przepytał ze znajomości kompozytora i najnowszych hitów kinowych. Na końcu stwierdził, że pewnie studiuję muzykologię jakąś (nic bardziej mylnego, to wbrew pozorom działka Brandona). W każdym razie pan był do tego stopnia miły,że nawet pokombinował ze światłami na sali (jako, że nie znoszę niebieskiego) przyświecił jakimiś żółtymi po bokach i się piękny zielony zrobił :D ach, znajomości :P Film oglądnęłam jednym tchem, gibając się na fotelu (za co Kulawy obiecał się już nigdy ze mną nie pokazywać w miejscach publicznych :P) Nie wiem jak Wy, ale ja nie umiem wysiedzieć przy takiej muzyce. 
Co jeszcze Kaczmarkowego, no filmów od cholery, to z takich naj (a raczej tych co widziałam :P) no to z 1993 r. "Ewangelia wg. Harrego" (Gospel according to Harry), z 1995 r. "Całkowite zaćmienie" (Total eclipse) ( pani Holland, a propos oglądałam ten film w pierwszej klasie liceum na kółku filmowym prowadzonym przez naszą polonistkę :) nie no, film w sam raz dla rozwydrzonych dzieci). "Quo vadis" z 2001 r. ( o zgrozo, pamiętam, zrobili nam spęd całą szkołą, co akurat nie wpłynęło pozytywnie na naszą twórczość...a miało? długo jeszcze przezywaliśmy te wszędobylskie sztuczne kwiatki). 2002 r. "Niewierna" (Unfaithful), "Kto nigdy nie żył" z 2006 r., 2007 r. "The visitor"  (Spotkanie), "Dzieci Ireny Sendlerowej" z 2009 r.

Oczywiście reszta filmów czeka w kolejce do obejrzenia (z tym że kolejka jest długa i bardzo smutna, ponieważ mam świadomość, że nie wystarczy mi życia żeby chociaż połowę zobaczyć)
to tyle
(A post powstał dlatego, że mam jutro egzamin i dziś robię wszystko żeby się na niego nie uczyć :P a całkiem ciekawe rzeczy, może kiedyś coś na ich temat skrobnę :)

środa, 27 stycznia 2010

John Williams



John Williams, kojarzy mi się nieodłącznie z amerykańskimi superhiperprodukcjami, filmami, które wyrżnęły się mocno w pamięć i to na zawsze. Bo On ma coś takiego w dźwiękach, że od razu gdy słuchasz, myślisz sobie- "to musi być Williams" (to tak jak z Morricone, tyle że sprawa jest ułatwiona, bo jak brzmi westernowato to mało jest opcji poza Morricone:P).
Można powiedzieć, że łatwo jest się dorobić tylu Oscarów, kiedy tworzy się muzykę do filmów, które z góry są spisane na czołówkę światową. Ale przecież nikt sobie nie wyobraża E.T., Gwiezdnych wojen, Szczęk, Supermana, Kevina samego w domu tudzież innych Parków jurajskich i Harrych Potterów, bez muzyki Williamsa. Jak dla mnie to wątpię czy któryś z tych filmów obroniłby się bez dźwięku. Tak, jest coś pompatycznego i doniosłego w jego utworach, dużo orkiestry symfonicznej, odpowiedni klimat, wyczucie, to sprawia, że pomimo wielkiej nienawiści jaką darzę coroczne wznowienia Kevina w TV, muzykę z tego filmu mogę słuchać w kółko:)
Z czym jeszcze kojarzy mi się Williams...? (tak poza Spielbergiem i Lucasem :P)...
ano z życiem pełną parą (z przytupem- jak to mawia Kulawy Joe :D jakkolwiek to w jego ustach brzmi). Pasja, to jest to czym Pan Williams zaraża. Mógłby po prostu przejść na spokojna emeryturę w zacisznym domowym gniazdku, ale olał to bo wiedział, że nie po to żyje.
...w końcu najważniejsze jest to co po nas zostanie...

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Uwielbiam poniedziałki - historia prawdziwa



Tak, poniedziałek to niewątpliwie wspaniały dzień. Rozplanowany przemyślnie tak aby na wszystko starczyło czasu: zajęcia na uczelni, piwo ze znajomymi, zakupy, rysowanie, piwo, trochę sztuki, a co najważniejsze- kultury ! Mianowicie, poniedziałek ma jedną cechę charakterystyczną- kończy się kinem. Cały tydzień oczywiście trwa ostra nagonka (z mojej strony) wycelowana w niewinny lud, mająca na celu zebranie jak największej liczby osób gotowych pójść na film (gotowych, niegotowych, zwykle nie wiele mają do gadania w tej kwestii :P) ...a no, istnieje jeszcze "mocny środek przyciągający" w postaci paczki żelek :) i tak : ja tam lubie miśki, Bili Krzak dżdżownice(natomiast zero tolerancji dla żelków z gąbką), Brandon, pewnie najlepiej jakby były chińskie, a reszta...reszta jest wszystko żerna. Oczywiście metoda "nie szeleścimy w kinie" zupełnie nie ma prawa bytu, gdyż jeszcze nikomu nie udało się otworzyć paczki żelów bezszelestnie (Kulawy Joe dziś usilnie próbował wydobyć żelki z paki metodą na cichacza, ale tu raczej nie ma mocnych). Zwykle w repertuarze mamy komedio/dramaty czeskie, ale czasami wybieramy się na tzw.: hity, coby choć trochę być na bieżąco.
Sherlock Holmes tym razem.
muzyka Hans Zimmer - rewelacja !
kostiumy - min. Jenny Beavan ! (jak zwykle rewelacja)
... poza tym, film o masonach...no takieee...se
Film nie zburzył mojego obrazu Holmesa z dzieciństwa, bo wytworzył zupełnie nowy. Taki kolejny House bardziej niż stary Holmes (jeśli ktoś cokolwiek z tego zrozumiał).

ahoj

Obserwatorzy