poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Lipnica Murowana

Niedziela zapowiadała się średnio słonecznie, ale chyba tylko deszcz mógłby pokrzyżować nam plany tego dnia. Otóż wymyśliliśmy sobie z Rawem, że niedzielę palmową najlepiej spędzić w najsłynniejszej polskiej wytwórni palmowej czyli oczywiście w Lipnicy Murowanej! Zbojkotowaliśmy podwyżki cen paliwa i wsiedliśmy na rowery. Start zrobiliśmy sobie z Wieliczki, więc w sumie 88km pedałowania (nie trzeba dodawać, że o mało nie wyzionęliśmy ducha). Trasa doprawdy urocza, przez Gdów, Łapanów i inne takie wioseczki, które mają jedną cechę wspólną - sakramenco są górzyste !!!! (przykładowo, na jedną grapę wjeżdżaliśmy 15 min., a w drodze powrotnej zjechaliśmy z niej w 3 min. !) Raw, jako, że się dziur w asfalcie nie boi sunął 60 km/h (przy ograniczeniu do 40 km/h :P), ja miałam 53 km/h najwięcej. W każdym razie było się gdzie rozpędzić :)
W samej Lipnicy oczywiście "policjantów jak mrówków", bo się prezydent nasz osobisty z małżonką raczył zjawić. Jak zwykle nie obyło się bez prezydenckiej gafy: " ...by podziwiać tyle pięknych PALEM..." (gdyby ktoś miał wątpliwości jakiż to prezydent) eh...
Naliczyliśmy ze dwie grupki rowerzystów. 

dla dzieciorów wymyślono alternatywę palmy:
Przy czym HelloKitty niepodzielnie króluje we wszystkich dziewczyńskich gadżetach :)

W drodze powrotnej miałam jeden śmieszny incydent, oczywiście w roli głównej -panowie żule sklepowe. Otóż pilnowałam rowerów przed spożywczym, z którego w pewnym momencie wytoczyli się dwaj zadowoleni z życia panowie z piwkami w łapach. Zobaczyli mnie- szeroki uśmiech (wersja "co drugi ząb wystąp") -dzień dobry pani!- wraz z dżentelmenelowskim ukłonem do ziemi 
- napije się pani z nami?- tu pan podniósł flasię
-nie, dziękuję, prowadzę- odparłam
-???? co pani prowadzi???
-rower!!
-eeee GÓWNO !!!

i poszli za sklep dopełnić niedzielnego obowiązku obalenia browara. 

My na wzmocnienie i w ramach postu od słodyczy załapaliśmy się na...


czwartek, 7 kwietnia 2011

HA !

po prostu muszę się pochwalić, bo nie wytrzymam :D otóż WYGRAŁAM WYŚCIGI KRAULEM ZE ŚNIĘTĄ RYBĄ I TO DWA RAZY !!!
Oczywiście Śnięty cały czas jojczał, że nie ma dzisiaj w ogóle mocy, że sędzia był stronniczy (bo kobieta ! phi !), że fory mi dał, że za drugim razem to nie prawda, że byłam szybsza o tą sekundę itp.
eh te facety...

środa, 30 marca 2011

bejbik

Bez gadania, no bo nie ma o czym gadać. Fotografowanie małych bejbików jest wymagające ale za to bardzo wdzięczne. Ja ostatnio miałam możliwość pastwić się nad uroczą Leną. Coś tam wyszło fajnego, no to się pochwalę :D


środa, 23 marca 2011

normalnie szok !!!

Czego ja się dowiedziałam dziś !!!
oczywiście od razu mnie zjechano, bo jak zawsze to moja wina, wszystko przeze mnie itp. 
pomijając fakt obarczenia mnie całkowitą winą, muszę powiedzieć, że rozpiera mnie duma...
otóż ! moje dziecko założyło własnego bloga !!! 
pisze sama teksy, ładuje zdjęcia...normalnie odlot :D 
http://swiatwgpati.blogspot.com/

piątek, 18 marca 2011

kwietnik

Ostatnio jestem obdarowywana chabaziami (na dodatek od osoby od której chabaziów się raczej nie dostaje), które zdychają na potęgę na moim wiecznie zaciemnionym parapecie. Ten chabaź już się nie załapał do zacnego grona parapetowego. Wykorzystałam więc po raz kolejny karola...niech coś robi, czekając na wiosnę !


czwartek, 17 marca 2011

Stabat Mater

Jak mówiłam w weekend miałam okazję znów być w węgierskim Budapeszcie (w sumie tak jak rok temu o tej samej porze). Tym razem nie było gadania, bo wyjazd był koncertowy i swoje kilka taktów trzeba było odśpiewać. Co tu dużo mówić, tematyka koncertowa bardzo grzeczna, dziewczynki śpiewające, teoretycznie też grzeczne...ale po koncercie to już co innego. Śpiewacza banda w knajpie jest o tyle gorsza od każdej innej bandy, że jak się nawali to śpiewa jeszcze głośniej :P
A teraz trochę grzecznych zdjęć
a tu znajduje się wersja dźwiękowa (dostaliśmy od Węgrów, trochę przyspiesza miejscami)

no i trochę Budapesztu







 oczywiście odbyło się poszukiwanie inspirujących rowerów


Jak wiadomo na Węgry to przez Słowację moją ukochaną...eh...jaki sentyment ! Na dodatek kawałek to ten już przejechany, więc dziewczyny się wściekały bo rozmawiając ze mną ciągle były przerwy typu: "oooo!!! pod tym sklepem piliśmy piwo z Artem!!!" albo: "OOO!!! w tym miejscu mi się rower zepsuł !!!"
eh...wspomnienia!
aż musiałam zakupić kofolę :)

czwartek, 10 marca 2011

w krainie liliputów

...to wygląda mniej więcej tak:
Oczywiście Heniek rządzi. 

Juto jadę znów do Budapesztu. Więc jest szansa, że będzie jakaś przygoda, albo przynajmniej jakieś zdjęcie. Niestety na pewno nie będzie turo rudi :( mamy z Rawem pakt dotyczący nie jedzenia słodyczy...hehehe o tokaju nie było mowy :P
Tak że po łikendzie coś pewnie wrzucę (to informacja dla tych co się niecierpliwią:P)

Obserwatorzy