wtorek, 25 maja 2010

ale o co chodzi?

Jako że mój ostatni opis brzmiał "czepek a la kasa zapomogowa", no to brać poczęła pytać: ale o co chodzi???
Otóż chodzi o to głównie, że siedzę po uszy w mojej magisterce i raz po raz wyczytuję jakieś takie przedziwne różności, które mnie samą wprawiają w zdumienie. Na dodatek każdą z tych dziwności wymyślił człowiek i jeszcze potem paradował w tym po mieście. Akurat kwestia czepków i wszystkiego co nosiło się na głowie w II poł. 18 w. to temat rzeka. No wyobraźcie sobie, że zatrudniacie fryzjera, który codziennie czesze was inaczej, ale nie w jakieś warkoczyki, czy inne banały, tylko całe konstrukcje cudów i dziwów wciśniętych we włosy. Jako że nie byłoby za dobrze gdyby fryzury się powtarzały, to fryzjerzy ciągle szukali inspiracji. Tym sposobem aktualne paryskie nowinki trafiały zamiast do gazet...na głowy. Więc kiedy Ludwika XVI szczepiono przeciwko ospie, to była fryzura "a la szczepienie króla przeciwko ospie", jak bracia Montgolfier wystartowali balonem, to modne stały się "kapelusze a la Montgolfier", jak zabrakło mąki i na ulicach zaczęli się prać i rozwalać piekarnie to damy nosiły "a la Revolte" itd. Dodatkowo w takiej fryzurze można było upchać różniaste gadżety typu: prawdziwe kwiatki w płaskich flakonikach z wodą, owoce, warzywa, figurki przedstawiające rodzinkę, trumienkę- bo zmarło dziecko, życzenia-uwaga mąż zmarł jestem do wzięcia, fryzura z gigantycznym statkiem z rozłożonym żaglem- wdowy po admirale, to wszystko wyowijane w tiule i gazy. Nic dziwnego, że satyrycy zwijali się ze śmiechu i tworzyli takie oto karykatury:
No i tak wśród tych kombinacji wyczytałam "czepek a la kasa zapomogowa"...no przyznam, że kopara mi opadła...hmm...szkoda że nie było obrazka, bo nawet nie umiem sobie wyobrazić jak miałby owy czepek wyglądać! Że niby co? jakaś wstążka z napisem "dajże co łaska", albo ukryta skarbonka ...no nic, znając pomysłowość Francuzów, to mogło grubo przekraczać zasoby mojej wyobraźni :)

Ps. odkryłam zależność: im więcej mam nauki- tym mniej czasu na cokolwiek-tym więcej postów się pojawia na blogu...nie rozumiem...

poniedziałek, 24 maja 2010

ot i taka pohezja!

deszczyk pada, słońce świeci
a na bajkach dziś poeci
rower tłucze się przebrzydle
robiąc mi najgorsze figle
łańcuch spada, piasta trzaska
z moich kolan będzie miazga
lecz do szkoły jakoś trzeba
przy sztaludze pajda chleba.
na rysunku cień paniki
jak to za tydzień wyniki?!
cała kupa zaległości
profesorka chce nowości
a ja mam już z głowy sieczkę
na dodatek pustą teczkę...
wzrok od lapka już popsuty
garb na plecach, jajo z d..y
a wyników nadal brak!
zaraz mnie tu trafi szlag...

niedziela, 23 maja 2010

Slovakia part 2

 zdjęcie Art
Wszem i wobec ogłaszam co następuje:
trasa na drugi (właściwy) objazd "szlakiem słowackich zamków" (muszę wymyślić mniej tandetną nazwę) została już rozpisana. Obejmuje ok. 565 km, 13 zamków oraz będzie trwać 10 dni. Proponowany termin to  10-19.07.2010 (może być jeden dzień mniej, czyli powrót w nd. a nie w pon.). 
Wszystkich co już wyrażali chęć zabrania się ze mną proszę o zastanowienie i podjęcie ostatecznej decyzji (macie na to jeszcze miesiąc). Kryteria są już chyba wszystkim znane :] Nie może się zgłosić mniej niż jedna osoba a więcej niż cztery :P hehe tym razem to będzie podróż "dwunamiotowa" chyba że mnie olejecie, to jak zwykle jest groźba, że pojadę sama :] tym razem już wiem więcej, obiecuję że nie będzie zamków widmo :P a jeśli chodzi o atrakcje na trasie to może się co wykroi (jak na razie ze dwa zabytkowe miast i jeden spory akwen wodny, można by tez  skręcić na Poprad) znając życie, to i tak się połowę pozmienia na dzień przed wyjazdem :)
No to teraz szykujemy rowerki, leczymy kolanka (w moim przypadku już oba :/ ) odkładamy eurasy i powtarzamy słowacki :) już się nie mogę doczekać :]
 zapraszam zapraszam !!!

festiwal muzyki filmowej

Po japońsku tym razem. Shigeru Umebayashi we własnej osobie i takie hity jak "Cesarzowa", "Dom latających sztyletów" (co muszę zobaczyć) czy "Hannibal" (czego nie chcę zobaczyć). Małas-Godlewska śpiewała najlepszy kawałek z latających sztyletów, oczywiście dziś cały dzień leciała w kółko ścieżka z tego filmu. Ładne ładne, z krzesła mnie nie wyrwało, ale podobało się bardzo :) Dziękowam Kulawemu Joe za wejściówki :D raz jeszcze (grunt to dobrze rozstawieni znajomi :P). No i fakt że koncert odbył się w hali ocynowni chemicznej wewnątrz Kombinatu, czyli w tajemniczym wnętrzu Huty Sendzimira, działał zdecydowanie na plus. No a teraz parę bidnych zdjęć:

piątek, 21 maja 2010

obrazki z worka

czyli odpowiedź na pytanie:
-ale czym ty się tak na prawdę zajmujesz? zeszywasz komuś gacie???
-hmm...jeśli są odpowiednio stare :)

wtorek, 18 maja 2010

a kiedy za bardzo napada...

Do pracy zabrałam się autobusem...i wiecie co? powiadam: OSTATNI RAZ!!! autobus mieści jakąś 1/3 z tego tłumu co zamierza nim pojechać. Z kolejnym przystankiem tłok robił się gęstszy. Aż w końcu przy kolejnej fali ludu zostałam wgnieciona w jedną z obręczy do trzymania. Coś w mojej torebce ewidentnie oberwało, z braku przestrzeni do jakiegokolwiek manewru nie mogłam sprawdzić co, oby tylko nie obiektyw ! Kiedy już wreszcie udało mi się wysiąść i doczłapać do pracy, okazało się, że aparat jest w całości, natomiast mój telefon pokazuje na wyświetlaczu białego kleksa na czarnym tle!!! nawet nie chcę myśleć ile mnie będzie kosztować naprawa....
Dzień upłynął (dobre słowo) w dźwiękach syren karetek, policji, straży. Po kilku godzinach nastąpiła ewakuacja pracowników mieszkających po drugiej stronie Wisełki...zamykają mosty, drogi...jedyna możliwość żeby się jeszcze dostać do domów. faaajnie...
Jako że aparat przetrwał starcie w autobusie, to po pracy udałam się w kierunku Zwierzynieckiej.
Ludu już się trochę nazbierało, w końcu tyle wody na Wiśle rzadko się zdarza. Oczywiście wszędzie fotodokumentaliści...w końcu wydarzenie miesiąca...
Trasa zwiedzania Wisły ciągnęła zgodnie z logiką na Wawel. A stamtąd to faktycznie nie wygląda zabawnie...
Ale już najmniej zabawnie wygląda komunikacja miejska! 40 min. stania na przystanku, do dwóch autobusów nie udało mi się niestety wcisnąć. Przy trzecim stanęłam na krawężniku i tym sposobem znalazłam się w pierwszej dziesiątce wsiadających! Dalej nie było lepiej, deszcz w twarz z okna, które musiało być otwarte żeby ta dziewczyna obok co się osunęła na ziemię nie padła do reszty i oczywiście co?? koooorek ! kolejne 35 min. w autobusie...
wniosek?
choćby k... jutro prało żabami do pracy jadę ROWEREM !
idę sobie kupić jakieś wodery...

no i zakupiłam sobie komplecik  supernieprzemakalny zielony w obi za 39,99,-  co prawda wersja L czyli do jednej nogawki wchodzą mi obie nogi, ale kto by się przejmował szczegółami (i tak miałam farta, bo inne to były już 3x XL) teraz co prawda będę wyglądać jak wielka ropucha na rowerze, cóż nie zawsze estetyka wygrywa :P :)

niedziela, 16 maja 2010

najróżowsze stworzenie...

...skończyło 8 lat
przez ten czas doczekało się już kilka GB zdjęć
pamiętam jak ledwie umiała siedzieć to ją wcisnęłam do ...wiklinowego koszyka na pranie i uwieczniałam starym zenitem :)
a teraz ciągnie za rękaw i mówi:
-zrobisz mi sesję zdjęciową?

...moja wina, moja bardzo wielka wina... :P

Pati :)

Obserwatorzy