Toczenie kulek filcowych, to jest to co mnie ostatnio pochłania :P Lubię się bawić kolorami, może dlatego tak mi się to podoba. I po raz kolejny przypomniało mi się pewne zdarzenie z dalekiej przeszłości, kiedy to miałam lata jeszcze z jedynką z przodu :) Oglądałam katalog z modą i nie mogłam pojąć jak ktoś może łączyć ze sobą róż i zieleń! I kto w ogóle może w takim szkaradztwie chodzić??? Minęły lata i doszło do tego, że pomieszanie różu z zielenią zaczęłam uważać za bardzo szczęśliwy i na dodatek sama się takim zestawieniem "obwieszam".
Zestaw "groszek" - http://www.magla.pl/product.php?id_product=438
wtorek, 13 grudnia 2011
środa, 7 grudnia 2011
Paulo Coelho
Historia pewnego ołówka
Chłopiec patrzył jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał:
-Piszesz o tym, co ci się przydarzyło? A może o mnie?
Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się i odpowiedziała:
-To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego co piszę, jest ołówek, którym piszę. Chcę ci go dać, kiedy dorośniesz.
Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim nic szczególnego.
- Przecież on niczym nie różni się od innych ołówków, które widziałem!
- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował, zawsze będziesz żył w zgodzie ze światem.
Pierwsza cecha: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj, że istnieje dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą.
Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek z tego powodu ucierpi, ale potem będzie miał ostrzejszą końcówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu wyrośniesz na dobrego człowieka.
Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za pomocą gumki. Zapamiętaj, że poprawianie nie jest niczym złym, przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie.
Czwarta cecha: w ołówku nieważna jest drewniana otoczka, ale grafit w środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie.
Wreszcie piąta cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Pamiętaj, że wszystko co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego co robisz.
wtorek, 15 listopada 2011
dzieciory
Jaś- proszę pani a co to jest kosynier? ten co kosi trawę???
Hanka- proszę pani bo Oskar mówi, że ma kanapkę z moim mózgiem !!!
Ja - co robisz?
Hanka- a na co wygląda?
Ja - na nic
Hanka (oburzona) - a właśnie że na COŚ !!!
Ja - Ola dlaczego jesteś takim zbójem?
Ola - nie wiem, ale chyba po rodzicach!
Bartosz - wie pani co narysowałem?
Ja (patrząc na dziwaczny szary kształt nababrany na kartce) - nie
Bartosz - jak to ! to przecież AMERYKA PÓŁNOCNA !!!
Adek - a ja mam dziesięć zagranicznych pieniążków !
Oskar - a ja mam pięćdziesiąt złotych !
Kuba - a ja dwieście złotych!
Gabryśka - a ja mam TYSIĄC NA MAMY KONCIE !
Kamil (trzymając w rękach coś z zielonej bibuły co wygląda jak kupa) - skończyłem!
Ja - a co to jest?
Kamil - kaktus!!!
Ja - ok...powieś na tablicy...
Hanka (chwilę później podchodząc do tablicy) - kto tu powiesił tą zieloną kupę!!??
Ja - to jest KAKTUS !!!
Michał - prosie pani!
Ja - nie jestem żadne prosie!
Hanka - proszę pani a w moim pierogu było dzisiaj ZŁOTO !!!
Etykiety:
absurdy życiowe
wtorek, 18 października 2011
lajf
Wczoraj czekałam na autobus pół godziny, gdy w końcu przyjechał, zdołał dokulać się na kolejny przystanek, po czym kierowca wysiadł i powiedział, że dalej nie pojedzie. Jakikolwiek następny autobus z zakopianki jechał za godzinę, dobrze, że złapałam przelotowego busa.
Dziś w innym autobusie, jechało trzech pijanych warszawskich kiboli. Jeden z nich zaczepiał kogo popadnie, kiedy w końcu uwiesił się na jednym facecie i odgrażał mu dość konkretnie, skończyła mi się cierpliwość. Zaczepiłam jego kumpla i powiedziałam mu żeby się zajęli kolegą, bo robi sceny. Przez następne 20 min ja i reszta autobusu słuchaliśmy wyzwisk i odgrażań pod moim adresem.
Kiedy zwykły pijak siądzie obok ciebie i zacznie opowiadać swój niezwykle ciekawy żywot, to umówmy się, jest to do zniesienia. Ale kiedy pijany kibol większy trzy razy od ciebie z puszką w łapie, pyta się czy nie chcesz mieć czasem podciętego gardła, przestaje to być zabawne...
poniedziałek, 17 października 2011
niedziela, 11 września 2011
Giewunt...
Czyli masakra górska...kto był ten wie. W sumie wycieczka udana, bo przełamany został pech pogodowy (kilka kropel to nie deszcz!). Poza tym, przecie to wstyd nie wleźć na Giewont- najsłynniejszą górę w Polsce! mało brakowało, a by się nie udało, gdyż jak zobaczyłam kolejkę na szczyt to chciałam wracać. Raw jednak podjął męską decyzję i następną godzinę spędziliśmy w kolejce na czubek. Widok łańcuchów niesamowicie działa na ludzi, od razu im się wydaje, że szlak którym idą jest wyjątkowo niebezpieczny, a stopień trudności sięga zenitu. A co było z zejściem... z nudów wyciągnęliśmy kanapki z kotletem, bo przecież turysty toczyły walkę z przyrodą o przetrwanie, co było widokiem mrożącym krew w żyłach. Niestety jestem nieczuła na tego typu zbiorowe histerie, poza tym nie mogłam trzymać łańcucha, bo w między czasie zrobiło się zimno i ręce trzeba było grzać w kieszeni, poza tym jeszcze ta kanapka.
Raw obiecał, że już nigdy tam nie pójdziemy :)
Generalnie w ogóle nie mięliśmy mocy, ja ledwo powłóczyłam nogami, Raw przywalił w korzeń kolanem, a i tak jakimś sposobem zrobiliśmy ta trasę 2 h szybciej niż napisali. Tabliczki na szlakach kłamią!
Etykiety:
Tatry
czwartek, 1 września 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)









