piątek, 3 czerwca 2011

z cyklu- Madziara napraw mi!!!

Bo to jest tak: mam sobie dwie przyjaciółki, obie są wspaniałe, obie zwariowane, obie pierońsko zdolne muzycznie, obie gadają w różnych dziwnych językach, obie wybitnie gotują, obie piszą bardzo poczytne blogi i obie unikają igły jak ognia :) A ja, jako że z wymienionych wyżej rzeczy -niet, no to przychodzę na karmienie :P i naprawiam wszystko co się da :) Ostatnio właśnie będąc u Agi, dostałam do naprawy bluzkę (którą można byłoby po prostu wyrzucić, gdyby nie fakt, że to była TA ULUBIONA BLUZKA). Doprawdy nie wiem co ona z nią wyprawiała i skąd się wzięło tyle dziur...w każdym razie teraz nastąpi szybki kurs: "przykładowy sposób na uratowanie ulubionej bluzki".

Po pierwsze zszyłam (na kolanie) wszystkie wielce efektowne dziury

Potem rozpoczął się etap "maskowania". W tym celu wygrzebałam z czeluści mojego zapranego "przydasiami" biurka, biały sznurek i srebrną nitkę. 


Wzór formowałam wybitnie skomplikowaną techniką: "na oko", przyszywając sznurek nitką do bluzki, sprytnie zasłaniając przy tym, pozszywane wcześniej dziury. Technika szycia fachowo się nazywa "nitka kładziona", ale można powiedzieć, w tym przypadku: "na okrętkę" :)


Na koniec machnęłam jeszcze kilka nutek, jako że Aga najchętniej wszystkie swoje ciuchy widziałaby albo w nutki albo w pianino...


I po krzyku :)

czwartek, 2 czerwca 2011

leżenie na chodniku


Jadąc dziś rowerem, byłam świadkiem pewnej niecodziennej sytuacji. Otóż, na chodniku leżał starszy pan. Tzn. na tej części zielonej graniczącej z chodnikiem. Kiedy nadjechałam stała już koło niego jakaś babcia, popatrzyła na mnie, wzruszyła ramionami i z wielkim zdziwieniem powiedziała - mówi, że nic mu nie jest.
Faktycznie, pan starszy leżał sobie patrząc w niebo, z rękami pod głową i kręcił przecząco głową w odpowiedzi na proponowaną pomoc kolejnego przechodnia. Nie wiem o co chodziło, ale myślę, że pan starszy po prostu chciał sobie poleżeć i pomarzyć...tylko trochę kiepskie miejsce sobie wybrał...

poniedziałek, 30 maja 2011

po raz kolejny mokre Tatry


...zaczęła panować obiegowa opinia, że lepiej nie jechać w Tatry wtedy, kiedy jadą Madziara z Rawem, bo pogoda na pewno będzie do kitu. Sama już też zaczynam wyznawać tą teorię. Oczywiście nie muszę pisać jak było...można się domyślić...lało lało lało! Całą sobotę nie dało się wyściubić nosa z mieszkania, bo prało żabami na potęgę. W niedzielę, jak zwykle wyruszyliśmy w jakąś rekreacyjną trasę, wychodząc z założenia, że wysoko to nie ma co iść, bo i tak wszystko tonie we mgle. Kalatówki, Sarnia skała, jakieś dolinki, ślisko, mokro i wszystko w zadymie. 


A na tym zdjęciu widać chamstwo pogody! Nawet kiedy nad Zakopanem zaczęło się rozpogadzać, Tatry tonęły we mgle. 


Myślałam, że się popłaczę, kiedy po powrocie do mieszkania naszym oczom ukazał się taki oto widok z okna:

nie mam już siły do tych Tatr....

czwartek, 19 maja 2011

to se ne wrati

Pytanie za sto punktów:
ile dymu grilowego potrafi wyprodukować politechnika, że swąd kiełbachy potrafił dolecieć do mojej kuchni przez zaledwie uchylone okno???
eh szalone czasy studenckie, no ale cóż "to se ne wrati"...
A teraz to się zrobi już zupełnie sentymentalnie... Śnięta Ryba wyjeżdża...powiedział, że mam nie jojczeć, bo przecież nie umiera, tylko się wynosi z Krakowa. I nadal będzie mi dostarczał materiału na posty, chyba, że go zablokuję na gg :) Dowiedziałam się o tym oczywiście przypadkiem od pani Czyścicielki basenowej, która przywitała nas od progu tekstem: dziś zbieram kasę!- zamachawszy dychą przed nosem. - a na co?- zapytaliśmy ze Śniętą Rybą, przeczuwając jakąś dłuższą dyskusję. - na wino!!- krzyknęła pani Czyścicielka, mrugając do Śniętego- pożegnalne!
I się zaczęło, a że jak to mi nie mówił, że przecież i tak są już prawie wakacje itp. skończyło się moim fochem i salwą śmiechu pani Czyścicielki, wybitnie rozbawionej obrotem wydarzeń.
Więc... jak w tytule...

poniedziałek, 9 maja 2011

magla.pl

Przyszedł czas się wytłumaczyć z mojego tajemniczego zniknięcia. Byłam zajęta (ekhm...ten stan nie raczył ulec zmianie) tworzeniem swojego autorskiego sklepu internetowego. Po wielu mękach, bieganinie po urzędach, ciągłym braku wystarczających funduszy, ruszył sklep (co wcale nie oznacza, że wszystkie problemy z nim związane zniknęły). Moja wiara co do tego, że uda mi się wyżyć z zawodu handlowca i wytwarzacza równocześnie, obniżyła się do stanu krytycznego jeszcze przed otwarciem sklepu.
Cóż, sklep jest, ZUSy płacić trzeba, więc teraz czas na reklamę :)


www.magla.pl

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Lipnica Murowana

Niedziela zapowiadała się średnio słonecznie, ale chyba tylko deszcz mógłby pokrzyżować nam plany tego dnia. Otóż wymyśliliśmy sobie z Rawem, że niedzielę palmową najlepiej spędzić w najsłynniejszej polskiej wytwórni palmowej czyli oczywiście w Lipnicy Murowanej! Zbojkotowaliśmy podwyżki cen paliwa i wsiedliśmy na rowery. Start zrobiliśmy sobie z Wieliczki, więc w sumie 88km pedałowania (nie trzeba dodawać, że o mało nie wyzionęliśmy ducha). Trasa doprawdy urocza, przez Gdów, Łapanów i inne takie wioseczki, które mają jedną cechę wspólną - sakramenco są górzyste !!!! (przykładowo, na jedną grapę wjeżdżaliśmy 15 min., a w drodze powrotnej zjechaliśmy z niej w 3 min. !) Raw, jako, że się dziur w asfalcie nie boi sunął 60 km/h (przy ograniczeniu do 40 km/h :P), ja miałam 53 km/h najwięcej. W każdym razie było się gdzie rozpędzić :)
W samej Lipnicy oczywiście "policjantów jak mrówków", bo się prezydent nasz osobisty z małżonką raczył zjawić. Jak zwykle nie obyło się bez prezydenckiej gafy: " ...by podziwiać tyle pięknych PALEM..." (gdyby ktoś miał wątpliwości jakiż to prezydent) eh...
Naliczyliśmy ze dwie grupki rowerzystów. 

dla dzieciorów wymyślono alternatywę palmy:
Przy czym HelloKitty niepodzielnie króluje we wszystkich dziewczyńskich gadżetach :)

W drodze powrotnej miałam jeden śmieszny incydent, oczywiście w roli głównej -panowie żule sklepowe. Otóż pilnowałam rowerów przed spożywczym, z którego w pewnym momencie wytoczyli się dwaj zadowoleni z życia panowie z piwkami w łapach. Zobaczyli mnie- szeroki uśmiech (wersja "co drugi ząb wystąp") -dzień dobry pani!- wraz z dżentelmenelowskim ukłonem do ziemi 
- napije się pani z nami?- tu pan podniósł flasię
-nie, dziękuję, prowadzę- odparłam
-???? co pani prowadzi???
-rower!!
-eeee GÓWNO !!!

i poszli za sklep dopełnić niedzielnego obowiązku obalenia browara. 

My na wzmocnienie i w ramach postu od słodyczy załapaliśmy się na...


czwartek, 7 kwietnia 2011

HA !

po prostu muszę się pochwalić, bo nie wytrzymam :D otóż WYGRAŁAM WYŚCIGI KRAULEM ZE ŚNIĘTĄ RYBĄ I TO DWA RAZY !!!
Oczywiście Śnięty cały czas jojczał, że nie ma dzisiaj w ogóle mocy, że sędzia był stronniczy (bo kobieta ! phi !), że fory mi dał, że za drugim razem to nie prawda, że byłam szybsza o tą sekundę itp.
eh te facety...

Obserwatorzy