wtorek, 13 lipca 2010

Bertotowce

Na krowim pastwisku, a co! Ale za to jest rzeka! Kapiel podczas deszczu yeeha! dzis w moich zylach plynie Kofola, mniam uzaleznilam sie. Zaliczone 2 duze miasta Kosice i Presov, gdzie zyja bardzo mili ludzie, o czym moglismy sie przekonac :) Pozdrawiamy!
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Tato! :)

poniedziałek, 12 lipca 2010

SMS z Herbaty :D

Spimy w Herbacie przed Koszycami. Burza nas dorwala w sloncu przed zamkiem. Dzis dzien miejsc na koncu swiata (tokaj i winnice), wioskowych barow, poznawania tubylcow (z Polska??! ojoj!). 5 minut na Wegrzech. Roztapiamy sie z tego goraca.
84 km.
5:28:35.

niedziela, 11 lipca 2010

SMS z...

O Boze! Samo zboze! Dziki wschod, ktory zamieszkuja glownie Romowie. Plaskosc, skwar (ponad 30 stopni!) i zadnej rzeki. Hektolitry spitej wody. 2 zamki zaliczone. Drogi porownywalne do polskich :) Fatamorgana - widze wode na drodze! Nie wiemy, czy sie rozbilismy na Slowacji, czy to juz Wegry.
Jazda - 5:39:50,
106.40 km.
Tylki bola...

sobota, 10 lipca 2010

SMS z Cierne nad Toplu

Dupa na siodelku- 5:32:46
102.87 km
Zmiana piosenki "jedzie rowerek na spacerek" na "ide bicykel na vyhadzke"!
Kask powedrowal na bagaznik, bo by mi mozg usmazylo. Zborovsky hrad i Bardejov zaliczone. Zabraklo sily na wspin na Kapusiansky hrad. Oboz rozbity nad rzeka, wiec zaraz ide sie prac :)

piątek, 9 lipca 2010

sms z Gorlic

Dupa na siodelku - 7:13:13,
138 km,
rekord szybkosci 55,7 km/h.

Nigdy wiecej rozkladania namiotu po ciemku.
Tak sie zastanawiam dlaczego wszyscy na mnie trabia, przeciez grzecznie jade! Ale do tego machaja i pozdrawiaja, wiec nie jest zle. Kiblujemy jeszcze w PL, ale juz niedlugo :)

co cię nie zabije to cię wzmocni :P

Zacznie się dziś, jak tylko odpracuję pół dnia, wsiadamy na rowery i srrru....
Pół dnia przekopywania zasobów castoramy i obi i MagDziajwer wyczarował mocowanie na torbę na kierownicę! Póki co nie mam do niej zaufania, jak przetrwa pierwsze dwa dni to już będzie spory sukces. Nie umiem nawet napisać z czego zrobiłam mocowanie, gdyż nie mam bladego pojęcia jak nazywają się te całe ustrojstwa co to je połączyłam razem i przykręciłam do kierownicy. No i powiem, że jak się już zapakowałam, to stwierdziłam (jak zwykle zresztą, to już wchodzi do mojego kanonu pakowania) otóż że sakwy ZMIESZCZĄ WIĘCEJ !! (powiedzenie "studnia bez dna" jest tu jak najbardziej na miejscu). Z udźwignięciem tego już jest gorzej, ale "co cię nie zabije to cię wzmocni", i coś czuję po kościach, że to będzie hasło przewodnie tej wyprawy :)
Cały czas mam wrażenie, że zapomniałam o czymś bardzo ważnym...hm...karte w aparacie już sprawdzałam...okaże się w trasie...
no dobra, późna pora, trzeba się pakować do wyra, bo inaczej jutro będzie zgon. 
No to teraz już możecie obstawiać, czy na nocleg uda się dojechać na Słowację, czy będziemy kiblować w Polsce. 
Relacje będzie wrzucać Brandon, jak obiecał, więc od razu składam ukłony i podziękowania za podjęcie się misji :) :* 
dobranoc

środa, 7 lipca 2010

przygotowania...

do wyjazdu pełną parą. Tzn. w moim pokoju sajgon, aparat zmieniony już na wersję "noł nejm", rower dziś wrócił z przeglądu technicznego (żeby było śmieszniej mieszczuch się obraził i zepsuł, więc też został zawleczony do serwisu) wielkie dzięki na ręce serwisu scotta ze Zwierzynieckiej, za expresowe zajęcie się rowerami ;) !!!
Więc póki co odkładam to co mi się przypomni na łóżko, w międzyczasie robię zakupy, wymyślam nowe patenty np. na zamocowanie torby na kierownicę (jak zda egzamin, to rzucę do podpatrzenia). Jeszcze mnie czeka masa załatwień, no i rzeczy które trzeba skończyć koniecznie przed wyjazdem...eh...dziś nie idziemy spać...
oczywiście nadal nie wiem jak objedziemy odcinek z Krakowa do granicy, po raz: to ok. 160km, po dwa: nadal nie mamy mapy :P tzn. mamy jakiegoś tam szita z google :P

Stan na dziś...a gdzie się zmieści ŻARCIEEE !!??
będę myśleć jutro... :/

Obserwatorzy